[VIDEO] Po naszej interwencji, po wielu miesiącach matka odzyskała kontakt z dzieckiem! Mamy kolejne dowody na współudział mecenas Anny Grzesiowskiej z Gorzowa Wielkopolskiego w popełnianiu przez Przemysława W. przestępstwa uprowadzenia dziecka!
Po naszej piątkowej publikacji dyrektorka prywatnej szkoły w Gorzowie Wielkopolskim umożliwiła wczoraj kontakt Magdaleny Postoł ze swoim 14-letnim synem. Uzyskaliśmy też dowód, że przetrzymujący dziecko bezprawnie ojciec Przemysław W. podpisuje się pod pismami sporządzonymi na papierze mecenas Anny Grzesiowskiej, które pisane są przez nią, jej stylem co dowodzi bezpośredniemu zaangażowaniu jej w przestępstwo. Uzyskane materiały przekazujemy do Prokuratury Rejonowej w Myśliborzu, która prowadzi działania wobec gorzowskiej adwokat.
Wczoraj odbyła się kolejna rozprawa o wydanie dziecka przed Sądem Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim. Przed rozprawą Magdalena Postoł udała się do Prywatnej Szkoły Podstawowej przy ulicy Kaziemierza Wielkiego 56d gdzie przez wiele miesięcy izolowany był przez dyrekcję szkoły jej syn.
Dochodziło do sytuacji, że dyrektor szkoły ukrywała 14-letniego Jakuba przed matką we własnym gabinecie, a następnie wypuszczała go tylnymi drzwiami szkoły, gdzie przejmował go ojciec pozbawiony praw do opieki nad synem.
Ujawniliśmy też, że do tej samej szkoły chodzi syn mecenas Anny Grzesiowskiej. Po ukazaniu się artykułu otrzymaliśmy informacje, że jej syn chodzi dokładnie do tej samej klasy, do której chodzi uprowadzony 14-letni Kuba. Całość tekst dostępna jest pod linkiem:
Wczoraj sytuacja diametralnie odmieniła się. Matka spotkała się po wielu miesiącach ze swoim stęsknionym synem. Miała możliwość porozmawiania z dzieckiem. Dziecko czule tuliło się do matki, widać było, że było stęsknione. Jednocześnie mocno wyczuwalny był fakt zmanipulowania dziecka ze strony ojca. Były momenty, w których syn wykazywał, że chce wrócić do matki.
Podczas rozprawy w Sadzie Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim przesłuchano świadków ze strony pokrzywdzonej matki. Ojciec nie stawił się na rozprawie, stawił się zaś jego obrońca. Matka dziecka zapowiedziała, że nawet jeśli wyroki sądowe będą niekorzystne to będzie nadal walczyć o swojego syna. Sędzia zarządziła kolejne przesłuchanie małoletniego dziecka, które ma odbyć się pod koniec lipca.
Dzisiaj rano dotarła do nas informacja, że porywacz dziecka Przemysław W. złożył pismo, w którym domaga się powierzenia jemu opieki nad synem.
Poddaliśmy to pismo analizie prawnej i tę opinię publikujemy poniżej:
"Wniosek został złożony zanim Przemysław W. powinien oddać syna matce. Chodzi o to, że wniosek na pewno został napisany przez adw. Annę Grzesiowską świadczy o tym styl pisania - taki sam jak w następnych już przez nią sygnowanych pismach, taki sam papier oraz znajomość (acz źle interpretowanych przepisów prawa). Oznacza to, że Pani Adwokat od początku razem z Przemysławem W. opracowała sposób aby odebrać matce syna. Jest to działanie bezprawne, gdyż adwokat powinien wiedzieć, że właściwym do orzekania o miejscu pobytu dziecka w tym przypadku jest sąd w Wielkiej Brytanii. Innymi słowy Adwokat A.Grzesiowska postąpiła niezgodnie z zasadami wykonywania zawodu pomagając Przemysławowi W. w alienacji matki z życia dziecka, udzieliła bezprawnej pomocy sporządzając wniosek niezgodny z prawem i nadal bierze w tym udział. Ministerstwo Sprawiedliwości w kilku pismach podejmowało problem alienacji rodzicielskiej wskazując, że może to być podstawą ograniczenia władzy rodzicielskiej, a nawet odpowiedzialności z art. 211 kodeksu karnego (bezprawne uprowadzenie)."
Niniejszą informację przekazujemy do Prokuratury Rejonowej w Myśliborzu gdzie wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającym na współudziale w uprowadzeniu dziecka.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?